czwartek, 31 stycznia 2013

Co z tą forsą?


Któregoś wieczora rozmawiałam ze znajomą o potędze podświadomości, Prawie przyciągania i wszystkich tych rzeczach, o których piszę na blogu.
- Wiesz, co jest dla mnie najtrudniejsze? - mówiła - Wyobrazić sobie, że jest dobrze, kiedy akurat nie jest. Niby wizualizuję, że mam dużo kasy i robię to, co kocham, ale w żołądku czuję, że to oszustwo.

Nie ona jedna miała ten problem. Sama borykałam się z tym dość długo, aż w końcu zaczęłam zadawać sobie magiczne pytania. I bynajmniej nie są magiczne tylko z nazwy; one naprawdę pomagają zmienić chemię naszego organizmu.

Kiedy więc chcę wizualizować bogactwo, pytam siebie, jak bym się czuła, gdybym była bogata. Nic więcej nie muszę robić. Całe moje ciało zaczyna na to pytanie odpowiadać. Zmienia się moja postawa, zaczynam myśleć w inny sposób, skupiać uwagę na czym innym niż zazwyczaj.

A jak bym się czuła, gdybym spełniła jedno ze swoich marzeń?
A jakbym się czuła, gdybym była w pełni zdrowa?
Jakbym się poruszała, zachowywała?

Bez wciskania w swój mózg przekonań, w które nie wierzysz, w stylu, jestem bogaty, jestem zdrowy, mam samochód, zamiast tego wykorzystaj swoją wrodzoną kreatywność i zapytaj sam siebie. Wszelkie odpowiedzi są przecież w Tobie.

Na początek polecam pytać o jedną rzecz. Gdy już nabierzesz wprawy, możesz zapytać, jakbyś się czuł, gdybyś wiódł życie ze swoich najśmielszych snów. I nie pytaj o to, co byś wtedy miał (to może znów wywołać wrażenie, że oszukujesz sam siebie, bo przecież jeszcze tego nie masz). Pytaj zawsze o uczucia, bo to właśnie uczucia informują nas, czy jesteśmy na dobrej drodze, czy nie.

środa, 30 stycznia 2013

Przypierdolić i odpuścić


Czy tylko mnie to dotyczy, czy Ciebie też męczy? Co takiego? Niecierpliwość. I nie chodzi tu o stanie w kolejce na poczcie, czy wyglądanie swojego zamówienia w restauracji. Mówię o czekaniu na efekt swoich działań.

Gdy naciskam na włącznik na ścianie, wiem, że światło zapali się błyskawicznie. O ile prąd płynie w kablach, efekt zawsze będzie ten sam. Ale gdy zaczynam realizować swoje marzenia, nie koniecznie od razu widać jego skutki. Czasem nie widać ich niepokojąco długo. Co wtedy?

Jedno wiem na pewno: jeżeli robię wszystko dobrze, efekt się pojawi w odpowiednim czasie. Jeżeli mogę poprawić coś w swoim działaniu - poprawiam. Wszechświat zrobi za mnie resztę. Wszystko, w co całym sercem wierzę, przyjdzie do mnie. Więc po jaką cholerę, co pięć minut sprawdzam, czy już coś się stało?! :)

Podoba mi się metoda zasłyszana bodajże od mojego brata - "przypierdolić i odpuścić". (Nie jestem szczególną fanką wulgaryzmów, ale w tym wypadu nie ma lepszego słowa.) Jakież to genialne w swojej prostocie! Zdobiłeś wszystko, co mogłeś? Więc teraz odpuść, zajmuj się innymi rzeczami. Zasiałeś ziarno, reszta wydarzy się sama. Wszak trawa rośnie bez względu na to, czy co chwilę sprawdzasz, o ile jest wyższa.


pozytywne myślenie; psychologia pozytywna; endorfiny; endorfina; inspiracje; motywacja; neurolingwistyka; NLP; podświadomość; prawo przyciągania; rozwój osobisty; techniki motywacyjne; motywujące teksty; inspirujące teksty; myśl pozytywni; afirmacja; cytaty; sentencje; złote myśli

Wszystkiego "i co z tego" - trening czyni mistrza


Może będziesz czytać ten wpis w innym czasie, innym miejscu w Polsce czy na świecie, ale powiem Ci jak jest dzisiaj w Warszawie. Leje deszcz. Po ostatnich obfitych opadach śniegu i wielostopniowym mrozie, przyszła nagła odwilż. Na chodnikach i ulicach breja; miejscami kałuże po kostki. Niebo zasnuło się gęstymi, burymi chmurami.

I co z tego? Na pewno ma to jakieś dobre strony. Mi udało się znaleźć ich kilka:

- mniej meneli kręci się po osiedlu (widocznie menele nie lubią deszczu);
- jest cieplej - w końcu nie marznę, wychodząc z domu;
- wreszcie nie jest ślisko;
- mam okazję przetestować swoje piękne kalosze (są naprawdę fantastyczne i wyglądają czadowo:));
- mogę spodziewać się dobrych klientów (zauważyłam, że w najdziwniejszą pogodę, przychodzą do mnie najbardziej chętni na zakupy ludzie i mówią, np: "uwielbiam zadymki śnieżne! mam wtedy tak dobry nastrój, że nachodzi mnie ochota, by kupić sobie coś ekstra", albo: "lubię deszcz, bo wtedy mniej ludzi kręci się po sklepach i mogę swobodnie wybierać wszystko, co mi się podoba". Serio! często słyszę podobne teksty!);
- w taką pogodę "zawracacze głowy" łapią totalnego lenia i mi nie przeszkadzają;
- wspaniale się śpi w taką pogodę;
- no i jeszcze świetnie ogląda się wtedy filmy, z kubkiem kakao, ewentualnie drinkiem w ręku:)

Tak, wiem, myślicie pewnie, że - jak to się mówi - "rzygam tęczą":) Może:) Ale to naprawdę przyjemne uczucie:)



wtorek, 29 stycznia 2013

Miłość Twojego życia - ciąg dalszy




Z domu wyniosłam wzorzec pracoholizmu i połączonego z nim napięcia. Mając nieco ponad dwadzieścia lat i drugi niesatysfakcjonujący związek na karku, odkryłam, że nie lubię siebie samej. Jak więc ktoś inny miałby naprawdę mnie polubić? Ludzie traktują nas na tyle dobrze, na ile my traktujemy dobrze samych siebie.

Rozpoczęłam więc program wprowadzania zmian. Robiłam wszytko, co opisałam we wcześniejszym  
poście.

Znajdowanie dla siebie czasu sprawiało mi najwięcej kłopotów. Zawsze ważniejsza była praca i mój partner. Czasami nie miałam nawet kiedy pomalować sobie paznokci!:) Czułam się fatalnie i wciąż odnosiłam wrażenie, że zaniedbuję albo pracę albo drugą osobę. W rzeczywistości zaniedbywałam jednak samą siebie. Tylko pomyśl, chciałbyś być z kimś, kto Cię zaniedbuje? Nie. Więc nie czyń tego sam sobie.

Dziś jestem mądrzejsza, a mój ukochany wie, że gdy mówię: "potrzebuję czasu dla siebie", nie jest to wymówka i najbliższe dwie, pięć, czy siedem godzin spędzę na drobnych przyjemnościach z kimś, kto jest mi najbliższy na świecie - z Martą:)

Paznokcie mam więc regularnie pomalowane (bo bardzo to lubię:)), ćwiczę, czytam, spaceruję lub kupuję sobie coś pięknego:) A wszystko najlepsze, co potrafię dać sobie, swobodnie mogę dawać innym.

I co z tego? - poziom master


                        "Rzeczy nie są dobre czy złe same w sobie. 
                              Są takie, jakimi nam się wydają".
                                                                                    William Shakespeare (1564 - 1616)

Każda, ale to absolutnie każda sytuacja może być zinterpretowana na naszą korzyść - to tylko kwestia spojrzenia na nią, a spojrzenie jest kwestią wyboru, a wyboru dokonujesz Ty.

Tak więc, zwykłe: "aaa! walnąłem się w palec!" możemy zamienić na: "i co z tego? przynajmniej mam znak, że powinienem przestawić tę szafkę".

Jest korek. I co z tego? Przynajmniej mogę dłużej posłuchać swojej ulubionej muzyki.

Pada deszcz. I co tego? Jest powód, by zostać w domu i wziąć długą kąpiel.

Mój facet zostawił brudne gacie na podłodze. I co z tego? To znak, że ja też mogę czuć się przy nim swobodnie i zacząć puszczać bąki. ŻART! :)

Warto znaleźć swój klucz, to rozpracowywania wszelkich stresogennych sytuacji. Kierunkując nasze myśli na "jasną stronę mocy", zmieniamy reakcję chemiczną organizmu. Po kilku tygodniach praktyki może okazać się, że nie tylko mamy lepszy nastrój na co dzień, ale też - w ramach skutków ubocznych - lepiej sypiamy, jesteśmy zdrowsi i wyglądamy promiennie.


poniedziałek, 28 stycznia 2013

I co z tego?


           "Ważne są nie wydarzenia, lecz Twoja reakcja na nie"  
                                                                                                    Epiktet (55 - 135)


Mam katar. Jest korek. Zajęli mi miejsce parkingowe. Klient mnie wkurza. Mój partner zostawił brudne gacie na podłodze. W markecie nie było groszku konserwowego. Walnęłam się w palec. Deszcz pada...

Można tak w nieskończoność. Każdemu się zdarza. Ot, takie pierdoły, a potrafią czasem wyprowadzić człowieka z równowagi. Ale od dziś postanawiam na każdą z takich myśli odpowiadać: i co z tego?

Czy korek jest taki ważny? Nawet, jak się spóźnisz, czy od tego zależy Twoje szczęście? Masz katar? I co z tego? Przejdzie. Klient jest upierdliwy? I co z tego? Zaraz sobie pójdzie. Brudne gacie na podłodze? I co z tego? Kopnij je w kąt. Twój partner sprzątnie je, jak wróci do domu.

Metoda działa. Po jednym dniu "i co z tego?", stwierdzam, że jestem bardziej pogodna i radosna. A jak już "i co z tego?" nie pomaga, to zadaję sobie pytanie pomocnicze: czy naprawdę chcę, aby ta nieistotna rzecz popsuła mi nastrój?" Moja odpowiedź zawsze brzmi: "nie!".

Zatem życzę Wam dziś wszystkiego "i co z tego?":)

Praktyka czyni mistrza


Każdy nawyk można zmienić - będę to powtarzała często, bo to naprawdę wspaniała wiadomość.

Tak więc, jeżeli do tej pory miałeś nawyk czuć się źle, możesz mieć nawyk czucia się dobrze.

Na początku wydaje się to trudne, ale człowiek przyzwyczaja się szybciej niż można by podejrzewać. Czasem wystarczy tydzień pielęgnowania dobrych nastrojów, by potem szybko reagować na emocjonalny "spadek formy".

Gdy mi zdarza się  - jak ja to mówię - "złapać zamułę", mój głos wewnętrzny daje mi sygnał: "ej! pobudka! coś tu nie gra!"

Nie muszę rozważać, czemu akurat "jest mi gorzej". Zamiast skupiać się na "jest mi gorzej", skupiam się, na "jest mi lepiej". Zadaję sobie pytanie, co poprawiłoby mi nastrój, a następnie właśnie to robię.

Praktyka czyni mistrza i dlatego za każdym kolejnym razem jest łatwiej.

niedziela, 27 stycznia 2013

Miłość Twojego życia


O związkach będę pisać jeszcze nie raz, ale zanim to nastąpi, słów kilka o najważniejszej i najpiękniejszej relacji - Twoim związku ze samym sobą.

Od dnia narodzin po ostatnie tchnienie, wciąż sam sobie towarzyszysz. Każdą sekundę spędzasz ze sobą. W dobrych i złych chwilach nie możesz od siebie uciec. A mnóstwo ludzi nawet siebie nie lubi! Jakież to tortury być non stop skazanym na kogoś, kogo najchętniej pozbyłbyś się z oczu!

Nie lubimy się z różnych powodów: bo rodzice mieli nas dość, bo mamy krytyczny głos wewnętrzny, bo tak naprawdę siebie nie znamy lub zaniedbujemy.

Zmień to! Postanów być dziś dla siebie miłym. Spraw sobie małą przyjemność (tylko błagam, bez poczucia winy, że to czy siamto!).

Jesteś wspaniały! Zasługujesz na wszystko, co najlepsze! Traktuj się tak, jak w najśmielszych snach chciałbyś być traktowany. Powiedz sobie komplement, patrząc w lustro, zrób listę swoich "mocnych stron", znajdź czas tylko dla siebie.

c.d.n.


sobota, 26 stycznia 2013

Niedzielna historia, czyli: Sama sobie rzepkę skrobię


Im bardziej jestem świadoma, tym wyraźniej widzę, jak działa Prawo przyciągania. W moim życiu zdarzyło się mnóstwo wspaniałych rzeczy i wiem na pewno, że sama je do siebie przyciągnęłam. Ale przyciągałam też niezbyt przyjemne wydarzenia... Część z nich - tych dobrych i tych mniej wesołych - opiszę ku pokrzepieniu serc i ku przestrodze.

Ta sytuacja miała miejsce na początku roku. Pozwoliłam, by kilka dupereli skutecznie zepsuło mi nastrój. To były pierdoły, nawet nie pamiętam już, o co dokładnie chodziło (to tylko dowód na to, że totalnie nieistotne kwestie są w stanie nas zdołować, jeżeli oczywiście im na to pozwolimy). Ale do rzeczy. Położyłam się spać zeźlona i podminowana. Spałam oczywiście fatalnie, budziłam się co godzinę, aż w końcu o szóstej rano stwierdziłam, że mimo niedzieli, wstaję. Powlokłam się do łazienki i gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi, poczułam okrutny smród. Wdepnęłam w gówno!

Ok, ok, powstrzymajcie śmiech i pytania: "jak można ot tak wdepnąć w gówno z rana, we własnym mieszkaniu?":) Otóż mam kotkę (kochany futrzak), której zdarza się (sporadycznie, ale jednak), wyrzucić to i owo na podłogę, gdy zasypuje swoje "dzieło" w kuwecie.
Ale nie o kota tu chodzi, bo to tylko kot i niczemu nie jest winien - działa najlepiej jak na kota potrafi. Gdy już stałam w tym gównie pomyślałam: "no tak, nic innego nie mogło mnie spotkać. Ta sytuacja jest idealnym zobrazowaniem mojego ostatniego nastroju". I wiedziałam już, że albo natychmiast popracuję nad swoim nastawieniem do rozpoczynającego się dnia, albo w niejedno "gówno" jeszcze dziś wdepnę.

Lista


(tekst został napisany kilka dni temu i dlatego warunki pogodowe nie pokrywają się z aktualnymi:)

Czytam, o pozytywnym nastrajaniu się i kluczowej roli tej czynności w procesie przyciągania do siebie wszelkich dobrodziejstw. Ale w dzień taki, jak dziś, gdy słońca nie ma, od tygodnia niskie ciśnienie, gdy nie wydarzyło się nic, co wprowadziłoby mnie w stan ekscytacji, nastrojenie się na entuzjazm wydaje się być nieosiągalne. Jak większość życia, to też pewnie tylko złe nawyki, lecz dobre czy złe - są i trudno je "od ręki" zmienić.

Przed sobą mam "Siłę" Rhondy Byrne. Książkę polecam, a jedna rzecz w niej zasługuje na szczególną uwagę - lista. Metoda banalna, ale niebywale skuteczna. Chcesz czuć się świetnie, choć czujesz się kiepsko, albo tylko "w porządku"? Zrób listę, listę wszystkiego, co lubisz, kochasz, co wprawia Cię w dobry nastrój, co Cię rozśmiesza lub odpręża.

Można wyliczać w myślach, można na kartce. Ja oczywiście preferuję drugą metodę, bo do zapisanej listy łatwo wrócić. Na mojej jest już naprawdę dużo pozycji i za każdym razem kiedy je czytam, stwierdzam, że wokół jest pięknie.

Sięgaj do listy jak najczęściej, dopisuj każdy drobiazg, karm się tymi pozytywnymi skojarzeniami, czuj się radośnie każdego dnia.

środa, 23 stycznia 2013

Jak się dzisiaj czujesz?


Radość, miłość, nadzieja, ekscytacja, podniecenie. Żal, smutek, zazdrość, rozgoryczenie. Jest mnóstwo nazw na określenie uczuć, ale tak naprawdę istnieją tylko dwa ich rodzaje: poczucie szczęścia oraz poczucie braku szczęścia. Dzięki temu nasz wewnętrzny wskaźnik łatwo i szybko rozpoznaje obecny stan rzeczy i błyskawicznie daje nam sygnał, czy jesteśmy na właściwej drodze do realizacji swoich marzeń.

Jeżeli czujesz się szczęśliwy - świetnie! Pozostajesz w harmonii z tym, co pragniesz przyciągnąć - partnerem życiowym, lepszą pracą, zdrowiem, itp.

Jeżeli nie czujesz się szczęśliwy - musisz coś zmienić.

Pamiętaj jednak, że poczucie braku szczęścia (czyli gniew, żal, smutek, etc.) nie są niczym złym. To wcale nie jest złe, że tak się akurat czujesz. Nie obwiniaj się za to. To tylko znak, znak, że nie jesteś w harmonii ze swoimi pragnieniami.

Chcesz znów być w harmonii? Zrób coś, co poprawia Ci humor. Posłuchaj wesołej piosenki, zacznij śpiewać, pomyśl o swoim pupilu, o jedzeniu, które lubisz, o wakacjach na plaży, o kwitnących kwiatach... Znajdź jak najwięcej takich myśli, które wywołują uśmiech na Twojej twarzy.

Gdy mi jest "źle", oglądam komedie, kabarety lub czytam dowcipy. Zawsze pomaga.

A o tym, jak pomóc sobie jeszcze lepiej, w następnym poście.

wtorek, 22 stycznia 2013

Najważniejszy pierwszy krok




Podoba mi się ten przykład (kto oglądał "Sekret", pewnie już go zna):
Samochód jedzie nocą. Ma zapalone światła i tylko dzięki temu widzi drogę kilkanaście metrów przed sobą. Ten samochód jest w stanie pokonać trasę z Gdańska do Zakopanego! Nie musi widzieć całej drogi, Wystarczy tych kilkanaście metrów. Gdy je przejedzie, odsłoni się kolejny odcinek, i kolejny, i kolejny i kolejny...

Kiedy podejmujemy się realizacji własnych celów i marzeń, nie musimy wiedzieć wszystkiego, znać odpowiedzi na każde pytanie. Grunt, to zacząć, a reszta ukaże się naszym oczom w odpowiednim czasie.

“Wejdź na pierwszy stropień, nie musisz widzieć całych schodów, po prostu wejdź na pierwszy stopień.”
Martin Luther King




poniedziałek, 21 stycznia 2013

Destiny is for losers






52 godziny


Od początku stycznia dbam o to, by przynajmniej raz w tygodniu pójść na kawę, sama ze sobą. Po trzech razach stwierdzam, że nie na lepszych okoliczności, by zrobić coś dla siebie.

Chodzę zawsze do kawiarni. Wybieram takie miejsca, gdzie jest ładny widok z okien, dobre napitki i w miarę cicho.

Nie ma tam domu! Nie ma kuchni z brudnymi rzeczami w zlewie, nie ma komputera, nie ma kota, którego trzeba nakarmić.

Przez tą jedna godzinę jestem "skazana" na swoje towarzystwo. Czytam, piszę, rozmyślam, wsłuchuję się w siebie.

To tylko godzina tygodniowo, tylko cztery godziny w miesiącu, tylko pięćdziesiąt dwie w roku. Niby mało, ale może wystarczająco dużo, by zmienić coś na lepsze.






sobota, 19 stycznia 2013

Na dzień dobry


O czym myślisz po przebudzeniu?
Większość mężczyzn odpowie pewnie, że o sexie:)
Ja myślę: "rany! ale mi się chce siku!":)

No dobra. O czym myślisz nieco później? Czy to pozytywne myśli?

Sama niedawno złapałam się na sporym przewinieniu w tej kwestii. Gdy tylko otwieram oczy, odzywa się mój głos wewnętrzny i zaczyna mniej więcej taką nawijkę: "Rany, znów do pracy... Szaro za oknem... Dzień jak co dzień... Oby jakoś dotrwać do wieczora... Pospałabym jeszcze... Nic mi się nie chce... Nic mnie dziś nie zaskoczy..."

Ale przecież ja lubię swoją pracę! O co chodzi?! Dlaczego tak sabotuję każdy swój dzień?!

Nie zamierzam bawić się w psychologa i dociekać przyczyn. Ale na pewno chcę to zmienić.
O ile przyjemniej budzić się z myślą, że dzisiejszy dzień może przynieść wiele niezwykłych zaskoczeń, że mogę spotkać kogoś, kto pomoże mi realizować marzenia, że zarobię dziś jakąś ekstra kasę!

Mózg jest jak komputer. Działa według programów. I to jest dobra wiadomość. Jeżeli jakiś program okazuje się zawodzić, możesz "wgrać" nowy. Dlatego więc postanowiłam zamiast porannych narzekań, roztaczać poranne, świetlane perspektywy. Jedno zdanie: "dziś może mnie spotkać coś bardzo miłego", sprawia, że podświadomość będzie odnajdywać te miłe rzeczy.

Zatem życzę Ci miłych poranków!





piątek, 18 stycznia 2013

Od czego zacząć?


Kiedy sięgam pamięcią wstecz, wydaje mi się, że zaczęłam bardzo, bardzo wcześnie. Choć byłam wychowywana w wierze katolickiej i głębokim przekonaniu o jej słuszności, miałam wrażenie, że nie dostałam wszystkich odpowiedzi i coś mi tu nie gra. (bynajmniej nie zamierzam namawiać Cię teraz do zmiany wiary! Rozważam tylko mój pojedynczy przypadek).

Skoro intuicja podpowiadała mi, że to jeszcze nie to, zaczęłam szukać. Czytałam prace wybitnych filozofów, interesowałam się religiami świata i wertowałam encykliki Jana Pawła II. Przez kilka lat studiowałam nawet teologię chrześcijańską!

Jednak pierwszą rzeczą, która sprawiła, że serce mi zadrżało z podniecenia, była "Potęga podświadomości" Josepha Murphyiego. (podniecają mnie oczywiście też inne rzeczy, ale w kwestiach filozoficznych, można powiedzieć, że z Murphym straciłam swoje dziewictwo:))
Potem było już z górki. Czasem miałam wrażenie, że wartościowe książki same wpadają mi w ręce.

I tak trwał mój rozwój aż do czasu, gdy trzy lub cztery lata temu zobaczyłam "Sekret". To był prawdziwy przełom. Prawie się poryczałam, oglądając go z moim bratem. Zupełnie jakby ktoś ubrał w słowa to, co od dziecka czułam, ale czego nie umiałam sama opisać. Byłam wstrząśnięta. Znalazłam coś, czego szukałam przez ponad dwadzieścia lat.

Jeśli i Ty zastanawiasz się, od czego zacząć, z całego serca polecam powyższe pozycje. Może nawet lepiej, jak na pierwszy ogień sięgniesz po "Sekret"...

A kto już widział i czytał,... niech zobaczy jeszcze raz. Gdybyś już żył Sekretem, nie siedziałbyś teraz przed komputerem:) Do źródła trzeba wracać. Ja wracam średnio co sześć miesięcy i jak do tej pory nigdy źle na tym nie wyszłam:)

Plany czy postanowienia?


Każde słowo jest przez nasz mózg w pewien sposób warunkowane. W większości przypadków to uwarunkowania indywidualne (może właśnie dlatego z niektórymi tak trudno się dogadać:)). Są jednak wyrazy, na które większość zareaguje podobnie, np słowo "spróbuj" i wszystkie jego odmiany - warunkują niepowodzenie. "Spróbuję to zrobić", "spróbuję to sprawdzić", itp.
"Problem" wcale nie motywuje nas do znajdowania rozwiązań, ale "wyzwanie" sprawia, że intuicyjnie zaczynamy szukać okazji, by temu wyzwaniu sprostać.

Wniosek z tego taki, że sposób, w jaki nazywany daną sytuację, zbiór okoliczności, czy nawet daną rzecz, w naszej głowie warunkuje klęskę lub powodzenie.

Znam już siebie trochę i dlatego nie robię postanowień. Mój mózg najwyraźniej traktuje je jako coś, czego nie da się wykonać. Robię za to plany. Słowo "plan" mam zakodowane pozytywnie. Podświadomie przystępuję do ich realizacji.

W tym roku planów mam sporo i wszystkie zapisane. Ale o planach w ogóle i o mocy słowa pisanego, kiedy indziej:)




czwartek, 17 stycznia 2013

Zmień swoje życie w 365 dni


Paul McKenna napisał książkę "Zmień swoje życie w 7 dni". (na marginesie, polecam jego dzieła, a jako wierna fanka McKenny, pewnie nie raz będę się do nich odwoływać). Ja jednak nie jestem takim kozakiem i dlatego mówię Ci - zmień swoje życie w 365 dni:)

Sama postanowiłam podjąć takie wyzwanie. Czy będzie to rok, czy 365 dni pracy rozłożone na dwa lub trzy lata - nie wiem, ale jestem zdeterminowana.

Mam 26 lat i choć sukcesywnie realizuję drobne ze swoich marzeń i planów, wciąż nie dotarłam w życiu tam, gdzie naprawdę pragnę. Pora to zmienić. Więc ruszam na spotkanie z przygodą, biorę się do roboty, startuję w kosmos i... zapraszam Cię do wspólnej podróży.


Ahoj, przygodo!


Gorące latte na sojowym mleku i piętnaście minut szybkiego marszu
rozgrzewa ciało i orzeźwia umysł.

Jest sylwestrowe popołudnie. Niedawno skończyłam pracę. W tym dniu
daruję sobie całonocną imprezę ze znajomymi. W tym roku w sylwestra
postanowiłam spotkać się sama ze sobą; porozmawiać o tym, co się
wydarzyło, o planach, nadziejach i porażkach.

Za każdym razem, gdy udaję się na samotny spacer, na nowo odkrywam
jego magię. I oczywiście najlepiej, gdy jest to kwestia wyboru, a nie
konieczności; gdy idę sama, bo chcę, a nie, bo nie mam z kim. Ale co
tam! Nie mam z kim łazić? Nie narzekam! Grunt, że mam kopytka, więc
hop!, i w drogę:)

Samotne spacery polecam wszystkim - starym i młodym. Choć na początku
zazwyczaj czuję się jakoś dziwnie, to po kilku głębszych wdechach, mój
świat wewnętrzny wraca do normy. Zaczynam słuchać siebie - a to i u
mnie i pewnie u większości osób, czynność zaniedbywana, a nie miej
ważna, jak poranne mycie zębów.

Po pierwszym kilometrze otwieram się na mijanych ludzi lub, jak
glonojad, przylepiam twarz do kolorowych wystaw. Pozwalam, by strumień
świadomości płynął swobodnie. Odpoczywam - psychicznie i fizycznie. W
ciele uwalniają się endorfiny, a kręgosłup wraca do swojej naturalnej
esowatej pozycji.

Im cieplej na dworze, tym chętniej wychodzę z domu, ale wszystko, co
mnie przed tym powstrzymuje, to tylko wymówka. Dziś więc, bez wymówek.
Na zewnątrz trzy stopnie na minusie, a ja idę na spotkanie ze sobą.

Może Ci się spodobać