poniedziałek, 21 stycznia 2013

52 godziny


Od początku stycznia dbam o to, by przynajmniej raz w tygodniu pójść na kawę, sama ze sobą. Po trzech razach stwierdzam, że nie na lepszych okoliczności, by zrobić coś dla siebie.

Chodzę zawsze do kawiarni. Wybieram takie miejsca, gdzie jest ładny widok z okien, dobre napitki i w miarę cicho.

Nie ma tam domu! Nie ma kuchni z brudnymi rzeczami w zlewie, nie ma komputera, nie ma kota, którego trzeba nakarmić.

Przez tą jedna godzinę jestem "skazana" na swoje towarzystwo. Czytam, piszę, rozmyślam, wsłuchuję się w siebie.

To tylko godzina tygodniowo, tylko cztery godziny w miesiącu, tylko pięćdziesiąt dwie w roku. Niby mało, ale może wystarczająco dużo, by zmienić coś na lepsze.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Może Ci się spodobać