czwartek, 17 stycznia 2013

Ahoj, przygodo!


Gorące latte na sojowym mleku i piętnaście minut szybkiego marszu
rozgrzewa ciało i orzeźwia umysł.

Jest sylwestrowe popołudnie. Niedawno skończyłam pracę. W tym dniu
daruję sobie całonocną imprezę ze znajomymi. W tym roku w sylwestra
postanowiłam spotkać się sama ze sobą; porozmawiać o tym, co się
wydarzyło, o planach, nadziejach i porażkach.

Za każdym razem, gdy udaję się na samotny spacer, na nowo odkrywam
jego magię. I oczywiście najlepiej, gdy jest to kwestia wyboru, a nie
konieczności; gdy idę sama, bo chcę, a nie, bo nie mam z kim. Ale co
tam! Nie mam z kim łazić? Nie narzekam! Grunt, że mam kopytka, więc
hop!, i w drogę:)

Samotne spacery polecam wszystkim - starym i młodym. Choć na początku
zazwyczaj czuję się jakoś dziwnie, to po kilku głębszych wdechach, mój
świat wewnętrzny wraca do normy. Zaczynam słuchać siebie - a to i u
mnie i pewnie u większości osób, czynność zaniedbywana, a nie miej
ważna, jak poranne mycie zębów.

Po pierwszym kilometrze otwieram się na mijanych ludzi lub, jak
glonojad, przylepiam twarz do kolorowych wystaw. Pozwalam, by strumień
świadomości płynął swobodnie. Odpoczywam - psychicznie i fizycznie. W
ciele uwalniają się endorfiny, a kręgosłup wraca do swojej naturalnej
esowatej pozycji.

Im cieplej na dworze, tym chętniej wychodzę z domu, ale wszystko, co
mnie przed tym powstrzymuje, to tylko wymówka. Dziś więc, bez wymówek.
Na zewnątrz trzy stopnie na minusie, a ja idę na spotkanie ze sobą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Może Ci się spodobać