środa, 30 stycznia 2013

Wszystkiego "i co z tego" - trening czyni mistrza


Może będziesz czytać ten wpis w innym czasie, innym miejscu w Polsce czy na świecie, ale powiem Ci jak jest dzisiaj w Warszawie. Leje deszcz. Po ostatnich obfitych opadach śniegu i wielostopniowym mrozie, przyszła nagła odwilż. Na chodnikach i ulicach breja; miejscami kałuże po kostki. Niebo zasnuło się gęstymi, burymi chmurami.

I co z tego? Na pewno ma to jakieś dobre strony. Mi udało się znaleźć ich kilka:

- mniej meneli kręci się po osiedlu (widocznie menele nie lubią deszczu);
- jest cieplej - w końcu nie marznę, wychodząc z domu;
- wreszcie nie jest ślisko;
- mam okazję przetestować swoje piękne kalosze (są naprawdę fantastyczne i wyglądają czadowo:));
- mogę spodziewać się dobrych klientów (zauważyłam, że w najdziwniejszą pogodę, przychodzą do mnie najbardziej chętni na zakupy ludzie i mówią, np: "uwielbiam zadymki śnieżne! mam wtedy tak dobry nastrój, że nachodzi mnie ochota, by kupić sobie coś ekstra", albo: "lubię deszcz, bo wtedy mniej ludzi kręci się po sklepach i mogę swobodnie wybierać wszystko, co mi się podoba". Serio! często słyszę podobne teksty!);
- w taką pogodę "zawracacze głowy" łapią totalnego lenia i mi nie przeszkadzają;
- wspaniale się śpi w taką pogodę;
- no i jeszcze świetnie ogląda się wtedy filmy, z kubkiem kakao, ewentualnie drinkiem w ręku:)

Tak, wiem, myślicie pewnie, że - jak to się mówi - "rzygam tęczą":) Może:) Ale to naprawdę przyjemne uczucie:)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Może Ci się spodobać