niedziela, 3 lutego 2013

Historia na niedzielę, czyli: Ku pokrzepieniu serc


Po ubiegłotygodniowej niedzielnej historii "ku przestrodze", dziś historia "ku pokrzepieniu serc".

Był poranek. Zadzwonił mój budzik. Czekał mnie pracowity dzień, a wieczorem obowiązki, które nie należą do moich ulubionych. Jak się pewnie domyślacie, nie pałałam jakimś szczególnym entuzjazmem.

Już miałam zwlec z łóżka swoje zaspane ciało, gdy nagle coś mnie tknęło. Jeżeli wstanę z takim nastawieniem, raczej nie powinnam spodziewać się niczego dobrego. Pomyślałam więc, że dzisiejszy dzień może być pełen pozytywnych zaskoczeń i miłych sytuacji, i że wszytko ułoży się w przyjemny dla mnie sposób. Dopiero po tym, postawiłam stopy na podłodze.

Pierwsza rzecz, na jaką zwróciłam uwagę, to że makijaż wyjątkowo mi wyszedł, potem, że mam jakoś tak dużo czas na wszystko, potem mój mężczyzna zaczął mnie obsypywać komplementami, klienci w pracy byli mili i nawet ci, którzy zazwyczaj "zawracają głowę", nie stwarzali problemów. Jeszcze później ukochany zaproponował, że ugotuje obiad (!), a wieczorem, stwierdziliśmy, że wszelkie obowiązki nie są aż takie istotne i zajęliśmy się czymś zupełnie innym...:) Ale o tym nie mogę już pisać na wypadek, gdyby bloga czytały dzieci:)


 pozytywne myślenie; psychologia pozytywna; endorfiny; endorfina; inspiracje; motywacja; neurolingwistyka; NLP; podświadomość; prawo przyciągania; rozwój osobisty; techniki motywacyjne; motywujące teksty; inspirujące teksty; myśl pozytywnie; afirmacja; cytaty; sentencje; złote myśli


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Może Ci się spodobać