sobota, 16 marca 2013

Historia na niedzielę: Ku przestrodze


To było kilka lat temu. Pracowałam wtedy na etacie. Robotę miałam odpowiedzialną i stresogenną. Nie pamiętam co dokładnie tak mnie wzbórzyło tego konkretnego dnia, ale resztę pamiętam dobrze...

Zła wyszłam ze swojego pokoju. Potrzebowałam przerwy, więc postanowiłam odgrzać sobie obiad. Najpierw, wchodząc do kuchni, uderzyłam się barkiem o drzwi. Chwilę później sztućce wypadły mi z rąk na podłogę. Gdy zamykałam lodówkę, przytrzasnęłam sobie palec, a za moment - totalnie już wściekła - przytrzasnęłam sobie go raz jeszcze drzwiczkami mikrofalówki.

"Jeżeli natychmiast nie zmienię swojego nastawienia, to naprawdę mogę sobie zrobić dziś krzywdę" pomyślałam, nieco oniemiała tym wszystkim, co działo się przed chwilą.

Zastawiłam jedzenie w spokoju i poszłam na piętnastominutowy spacer. Świeciło słońce, było ciepło. Patrzyłam na drzewa i elewacje pięknych zabytkowych kamienic. Odprężyłam się.

Po tym, jak przestawiłam się na lepsze wibracje, nie spotkały mnie już żadne dziwne wypadki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Może Ci się spodobać