czwartek, 27 czerwca 2013

Pozwól odejść przeszłości


Kilka lat temu przeżyłam piękną przygodę. Poznałam kogoś, kto był mi bardzo bliski i odmienił moje życie (tak, wspominałam już kiedyś o tej osobie). Nasze drogi musiały się jednak rozejść. Mimo wszystko przez niemal osiem lat nie było dnia bym nie myślała o tej osobie.

Tamta historia wywarła na mnie ogromny (oczywiście pozytywny) wpływ. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że była jedną z najbardziej fascynujących rzeczy, jakie mi się przydarzyły.

W całym tym zachwycie popełniłam jednak bardzo poważny taktyczny błąd: sądziłam, że już nigdy nie spotka mnie nic równie genialnego. To dość przygnębiająca świadomość. Trudno bowiem zaakceptować, że co najlepsze już za mną, że zostają tylko wspomnienia i takie "zwykłe" życie. Trzymałam się więc mocno swoich wspomnień, by historia w mojej głowie była jak najbardziej żywa, by czyniła moją codzienność choć odrobinę bardziej fascynującą.

Na szczęście w końcu zrozumiałam, że to bez sensu. Tamte wydarzenia to przeszłość - piękna, ale jednak przeszłość. Nie cofnę czasu, nie przeżyję tego raz jeszcze. Moje życie toczy się dziś, TERAZ. Poza tym, jak ma mnie spotkać coś niezwykłego, jeżeli sądzę, że wszystko, co niezwykłe już za mną? Sama zamknęłam się na całe mnóstwo wspaniałości, które mnie jeszcze czeka.

Przyszedł czas, by otworzyć się na nowe i pozwolić temu komuś odejść. Pamiętajcie, że takich rzeczy nie robi się dla tej osoby, robi się je dla siebie.

Któregoś wieczora, gdy już podjęłam decyzję, położyłam się wygodnie w swoim łóżku (osobiście preferuję takie ćwiczenia na leżąco, bo wtedy łatwo się odprężam). Posłużyłam się wskazówkami Louise Hay i spokojnie powtarzałam w myślach: "pozwalam ci odejść".
Z oczu mimowolnie płynęły mi łzy. Uświadomiłam sobie, że moje uczucia niczym nie różnią się od tych, które miałabym rozstając się z kimś fizycznie. Płakałam więc, rozładowując w ten sposób nagromadzone napięcie i wciąż powtarzałam spokojnie: "pozwalam ci odejść".

Po upływie mniej więcej pół godziny w mojej głowie pojawił się obraz: ta osoba wychodzi z pomieszczenia, gdzie razem przebywaliśmy, uśmiecha się do mnie bardzo ciepło, żegna charakterystycznym skinieniem głowy i zamyka za sobą drzwi. Z każdym moim "pozwalam ci odejść", w wyobraźni widziałam tą samą scenę.

Pomyślałam, że będę za tym kimś tęsknić, ale pozwoliłam sobie samej na to. "Masz prawo tęsknić. To nic złego. Tęsknota minie" powiedziałam sobie. Nie wiedziałam, ile jeszcze razy będę musiała powtórzyć to ćwiczenie, by osiągnąć planowany rezultat. Może zajmie mi to tydzień, a może mniej. Czas nie był ważny, liczyła się emocjonalna wolność.

c.d.n.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Może Ci się spodobać