niedziela, 1 grudnia 2013

Męskie podejście


Do galerii gdzie pracuję, przychodzą czasem osoby, które uwielbiają opowiadać o swoich problemach. Oczywiście większość naszych klientów to mimo wszystko fantastyczni i pozytywni ludzie. Czasem jednak zdarzają się wyjątki.

O ile taki ktoś zjawia się raz, czy dwa, nie jest to specjalnie upierdliwy przypadek, ale wierzcie mi - niektóre twarze znam aż za dobrze. Niejednokrotnie zastanawiam się, czy te osoby mnie nie pamiętają, czy co, że próbują w kółko opowiadać mi tą samą dołującą historię?:) Ale ja jestem nad wyraz asertywna i w takie dyskusje się nie wdaję. Uprzejmie przerywam pod pretekstem, że pilnie muszę coś zrobić, lub na każdy jęk odpowiadam coś z stylu: "wszystko jest możliwe", "chcieć, to móc", "trzeba szukać rozwiązań", "grunt to pozytywne nastawienie", itp.

Latają po galerii te frazesy nie po to, by cokolwiek nimi zmienić (wiem, że to niemożliwe), lecz by takiego delikwenta zbić z tropu. Co się dzieje? Przecież wszyscy się nade mną użalają, a ta wariatka w różowych okularach, nie!

Nie mogę przeszczepić mózgu tym ludziom, nie mogę edukować, bo ani to miejsce ani czas. Z resztą, jak edukować kogoś, kto nie chce lub nie jest na to gotowy? Jedyne, co mogę, wziąć odpowiedzialność za siebie, odpierać ataki wampirów energetycznych i być przykładem, że można mieć inne podejście - męskie podejście.

Tak, wiem, że podobno babki to te stworzenia, co to lubią pogadać i tworzyć relację na podstawie rozmów (choćby i o problemach), ale tu się różnię od ogółu. Pierwiastek męski jest we mnie silny w tej kwestii. Jak większość facetów widzę proste równanie: problem + rozwiązanie = brak problemu. Jestem pewna, że właśnie przez to niektóre moje znajomości nie przetrwały próby czasu:)

Ale wróćmy do galerii... Nie tak dawno znów pojawiła się u mnie jedna z "tego typu" pań. Jest miła i z wielu powodów współczuję jej sytuacji, w jakiej się znalazła, ale po raz kolejny musiałam wymigać się od wysłuchiwania żali. Tym razem pani była naprawdę zdeterminowana i naprawdę pragnęła opowiedzieć mi o swoim nieszczęściu (tym samym, co zawsze). Jako że moje zwyczajowe metody nie podziałały, zaczęłam być szorstka. Jestem szorstka w naprawdę trudnych przypadkach, do których ten ewidentnie się zaliczał. Nie uśmiechałam się więc, a z moich wypowiedzi wiało syberyjskim mrozem.

Podziałało. Pani szybko skapitulowała. Na wychodne zapytała tylko, co moim zdaniem powinna zrobić. Spojrzałam jej prosto w oczy, ale nie nalazłam w nich szczerej intencji.

- Każdy problem da się rozwiązać, ale nie powiem Pani, jak.
- Dlaczego?
- Bo to odpowiedzialność, a ja nie mogę wziąć odpowiedzialności za Pani życie.

Nie wiem, czy zrozumiała. Po krótkim "ok, do widzenia" opuściła galerię.

Pierwsze, co potem zrobiłam, było zastanowienie się, co mówi o mnie moje zachowanie (serio, często to robię). Jak mogłabym zareagować lepiej? Czego się o sobie dowiedziałam dzięki tej historii? Co mogę poprawić na przyszłość? Wyciągnęłam dużo fajnych wniosków.

Potem pomyślałam o wszystkich tych, którzy czują się urażeni, gdy ktoś jest dla nich szorstki. Życzę nam, byśmy w takich sytuacjach zastanowili się chwilę, czy aby na pewno nie jesteśmy powodem takiego zachowania Pani w sklepie, czy faceta na przystanku.

 (źródło zdjęcia: Zszywka.pl)


pozytywne myślenie; psychologia pozytywna; endorfiny; endorfina; inspiracje; motywacja; neurolingwistyka; NLP; podświadomość; prawo przyciągania; rozwój osobisty; techniki motywacyjne; motywujące teksty; inspirujące teksty; myśl pozytywni; afirmacja; cytaty; sentencje; złote myśli

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Może Ci się spodobać