środa, 12 lutego 2014

Zbyszek


Miałam niespełna dziewiętnaście lat, gdy przyjechałam do Warszawy i niewiele więcej gdy weszłam w swój pierwszy związek. Załóżmy, że mój ówczesny parter miał na imię Zbyszek.

Poznaliśmy się przez naszego wspólnego znajomego na pierwszej studenckiej dyskotece, na jaką wybrałam się z koleżankami. Zbyszek totalnie nie był w moim typie, ale ja od razu wpadłam mu głęboko w oko:) Postanowił mnie zdobyć. Z ogromną wiarą w powodzenie swoich starań zapraszał mnie na randki. Odmawiałam kilka razy. Gdy wreszcie się zgodziłam, zapytałam, jak bardzo jest uparty. "A jak bardzo muszę być?" odpowiedział z nieco szelmowskim uśmiechem. Nie poddawał się, aż w końcu zostałam jego dziewczyną.


Nie podejrzewałam siebie o zdolność do zaangażowania się w tą relację, ale po pewnym czasie zakochałam się w Zbyszku. I tu informacja dla wszystkich, którzy się nad tym zastanawiają - tak, da się zakochać w ten sposób. To wcale nie musi być jak jebnięcie piorunem prosto z nieba. Nie ma co specjalnie liczyć na miłosne uniesienia rodem z romantycznych filmów, ale na pewno da się rozpalić w ten sposób spokojny, równomierny płomień.

 
Zbyszek i ja totalnie jednak do siebie nie pasowaliśmy. On był okropnym narzekaczem, ja promyczkiem szczęścia. On złościł się, gdy padał deszcz, a gdy nie padał, to złościł się, że słońce świeci mu w oczy. Ja we wszystkim szukałam dobrych stron i głęboko wierzyłam, że zmienię Zbyszka, że naprowadzę go na jedyną słuszną drogę, a jak nie ja, to że miłość wszystko za nas załatwi.


Masze rodziny bardzo nas nawzajem polubiły, a niektórzy wypatrywali naszego potknięcia, licząc na spontaniczne pojawienie się wnuków. W tym okresie coraz bardziej czułam, że coś jest mocno nie tak z naszym związkiem i zapragnęłam coś zmienić. Właśnie wtedy Zbyszek mi się oświadczył. Ryczałam, jak bóbr mówiąc "tak". On myślał, że ze wzruszenia, a w rzeczywistości płakałam, z powodu poważnego wewnętrznego dylematu. Jakiś głos w środku podpowiadał mi, że nie powinnam się zgodzić, ale logika znów mówiła, że miłość wszystko załatwi, i że po ślubie będzie lepiej.



Byliśmy razem jeszcze blisko rok czasu. Po tym okresie oddałam pierścionek i odeszłam jako ta zła, co to porzuciła narzeczonego.

A teraz zajrzyjmy w głąb tej historii. Dlaczego byłam z kimś, mimo iż wiedziałam, że do siebie nie pasujemy, i czułam, że powinnam zakończyć tą relację? Patrząc na to z perspektywy czasu wszystko stało się jasne. Jako nastolatka desperacko pragnęłam romantycznej miłości, bycia adorowaną i zdobywaną. Uważałam, że ludzie nie są idealni, ale da się ich na takich "przerobić". Miałam naprawdę bardzo głębokie przekonanie, że da się zmienić człowieka. (rany, co za zuchwałość i naiwność z mojej strony!:)) Ponadto mój obraz rzeczywistości, a szczególnie relacji międzyludzkich były bardzo wypaczony, przez niezwykle wtedy dla mnie ważną wiarę chrześcijańską i jej interpretację, w której wzrastałam. Wierzyłam, że miłość jest jakąś kosmiczną siłą, bliżej nie opisaną, która może zrobić wszystko. Że może dopasować niedopasowanych ludzi, że może sama z siebie zaspokajać niezaspokojone potrzeby i naprawiać popełnione przez innych błędy. Cóż za straszliwa pomyłka!


Łatwo teraz pojąć, dlaczego pozwoliłam się zdobyć rycerskiemu Zbyszkowi. Łatwo pojąć dlaczego byłam z nim mimo niedopasowania. (Żałujcie, że nie widzieliście moich pożałowania godnych prób, by go zmienić.) Łatwo też pojąć, dlaczego przyjęłam zaręczyny - w końcu było dla mnie logiczne, że miłość uczyni nasz związek idealnym:)


Znajomość ze Zbyszkiem była dla mnie trudną do przełknięcia lekcją. Musiałam przyznać przed samą sobą, że bardzo się myliłam w wielu fundamentalnych kwestiach, że choć jako młoda - gniewna bardzo chciałam mieć rację, nie miałam jej. I choć ciężko mi było się pozbierać i przyzwyczaić do bycia samotną, chciałam żyć dalej, w przeświadczeniu, że teraz już na pewno wiem, czego chcę od związków.

O tym czego chciałam, opowiem Wam za tydzień.



pozytywne myślenie, psychologia pozytywna, endorfiny, endorfina, inspiracje, motywacja, neurolingwistyka, NLP, podświadomość, prawo przyciągania, rozwój osobisty, techniki motywacyjne, motywujące teksty, inspirujące teksty, myśl pozytywnie, afirmacja, cytaty, sentencje, złote myśli
 

1 komentarz:

  1. Bardzo fajna notatka, ale pozwolę sobie poza nią być szczerą- jeżeli zmiany na blogu (grafika i layout bloga) zostały wprowadzone celowo, a nie są jakimś błędem systemu, uważam, że to zmiana na gorsze. Duża ilość obrazków w tekście (na dodatek pomieszane z zdjęciami) przeszkadzała w skupieniu się na tekście. Generalnie- dużo bardziej podobało mi się to co było wcześniej. Mam nadzieję, że się na mnie nie obrazisz. ;)

    OdpowiedzUsuń

Może Ci się spodobać